ALEJA ZWYCIĘSTWA

Pomiędzy Placem Piłsudskiego, a gmachem wojskowym i Hotelem Europejskim istnieje obecnie spora przestrzeń. Zajmują ją nienazwana jezdnia, parkingi oraz strzępki pasów zieleni, na których jest trochę chorych, starych drzew i kilka nowo posadzonych brzózek.

ALEJA
Przestrzeń ta jest całkowicie zdominowana przez samochody - nie pozostaje zbyt wiele miejsca dla ludzi. Na tyłach Pałacu Potockich (Ministerstwa Kultury) jest ogrodzony, niewielki ogród, niedostępny dla osób spoza ministerstwa, a mimo to dość zaniedbany. Na przedłużeniu jezdni w kierunku południowym, na wysokości hotelu Victoria, jest coś, co nosi szumną nazwę „Pasażu Niżyńskiego.” Jest pasażem tylko z nazwy – de facto nie jest niczym innym jak osiedlowym parkingiem.
Cały ten obszar to przede wszystkim komunikacyjny ściek. Postulujemy, aby stał się przyjazny zarówno komunikacji pieszo-rowerowej, jak i rekreacji. Proponujemy wytyczenie zupełnie nowej alei, której jezdnie przedzielone byłyby szerokim i zatopionym w zieleni pasażem. Aleja ta rozciągałaby się od ul. Traugutta do ul. Trębackiej, przechodziłaby po wschodniej stronie Placu Piłsudskiego.
Wzorowana na alei La Rambla w Barcelonie tworzyłaby oś pieszą łączącą Plac Piłsudskiego z Uniwersytetem Warszawskim od południa, oraz z Placem Teatralnym od północy. Na odcinku od Trębackiej do Królewskiej jezdnie miałyby po dwa pasy ruchu oraz po jednym pasie rowerowym, zaś od Królewskiej do Traugutta pozostałaby tylko jezdnia zachodnia z jednym pasem ruchu i pasem rowerowym; po wschodniej stronie zostałby sam pas rowerowy. Pasaż o szerokości przynajmniej 15 metrów miałby charakter alei parkowej – szerokiej, z licznymi ławkami, oddzielonej od jezdni drzewami i innymi nasadzeniami.
Wzdłuż całej alei panowałby całkowity zakaz postoju. Kierowcy mogliby zostawiać auta jedynie na parkingach podziemnych.



ALEJA ZWYCIĘSTWA – SKĄD TA NAZWA?
Znikąd. Alei pod tą nazwą nigdy tu nie było. Zresztą w ogóle nigdy w tym miejscu nie było alei – nasz projekt to zupełnie nowy pomysł na zagospodarowanie tego obszaru. Słowo ZWYCIĘSTWO pojawiło się jednak w bliskiej okolicy – tak przecież w latach 1946–1990 nazywał się obecny Plac Piłsudskiego.
Józef Piłsudski nie mógł być zaakceptowany przez komunistów jako patron głównego placu stolicy, a powrót do poprzedniej nazwy – Plac Saski – zdradzałby, że władzom chodzi o wyrugowanie Marszałka z pamięci narodu. Dlatego kiedy 8 maja 1946 – w rocznicę zwycięstwa nad Niemcami – wojsko oddawało Warszawie uporządkowany plac, nazwa Plac Zwycięstwa wydawała się salomonowym rozwiązaniem.
Tak więc komunistyczne konotacje tej nazwy są oczywiste. Ale czy nie przyszedł już czas, aby przywrócić słowom ich pierwotne znaczenie? Przecież nie można traktować Zwycięstwa jak tabu tylko dlatego, że tego słowa używali komuniści. Dobrze by było, aby słowo „Zwycięstwo” wróciło do języka polskiego.
Przez ostatnich kilkanaście lat kwitł w Polsce kult klęski. Trudno się temu dziwić, skoro wcześniej przez 45 lat nie można było publicznie wypowiadać takich słów jak „Katyń”, „Sybir” albo „Proces Szesnastu”. Odreagowanie. Ale nie można żyć wspomnieniami tylko przegranych bitew, przegranych powstań, ofiar masowych morderstw i wywózek. Zwycięstwa też nam się w przeszłości zdarzały.
Niech więc będzie aleja Zwycięstwa. Patetyczna nazwa, ale w tym miejscu pasuje.