Z PASJĄ DLA MIASTA





Tak było

Historia ulicy
Świętokrzyska przed remontem
Komunikacja
Estetyka


HISTORIA ULICY

HistoriaChoć Świętokrzyska jest jedną z najstarszych ulic w tej części Śródmieścia, niewiele obecnie świadczy o jej długiej historii. Pierwotnie była to uliczka bardzo wąska i znacznie krótsza (od Nowego Światu do Mazowieckiej, w 1757 wydłużona do ul. Bagno). Zabudowa obu stron postępowała w miarę wydłużania ulicy. Z biegiem czasu zmieniał się też charakter budynków: od drewnianych domków z XVII w., przez parterowe kamieniczki, pałace, dworki powstające w wieku XVIII aż po wielopiętrowe XIX-wieczne kamienice. Wreszcie, w latach 20. i 30. XIX wieku Świętokrzyska wzbogaciła się o dwa imponujące gmachy: wieżowiec Prudentialu i siedzibę PKO (obecnie Poczty Polskiej). Jednak dopiero po wojnie nadano ulicy jej obecny charakter. W morzu gruzów wytyczono aleję wydłużoną od ul. Kopernika aż po Rondo ONZ; wielokrotnie szerszą od przedwojennej uliczki. Wzdłuż tej alei powstały budynki biurowe i mieszkalne, a przede wszystkim wielkie gmachy, odmienne skalą i stylem od przedwojennej zabudowy. Trudno się więc tu teraz doszukiwać śladów dawnej Świętokrzyskiej…


ŚWIĘTOKRZYSKA PRZED REMONTEM


gmach Poczty i biurowiec Centrum Jasna

Na ulicę Świętokrzyską przed remontem można by patrzeć z różnych stron - niestety, w większości przypadków nie był to widok przyjemny. Podkreślmy, że nie chodzi tu bynajmniej o zabudowę: ta prezentuje się, mimo typowo śródmiejskiego przykurzenia, bardzo efektownie. Idąc od Nowego Światu mijamy monumentalne gmachy Ministerstwa Finansów (powstały w latach 1953-56) i Narodowego Banku Polskiego (dzieło wybitnego architekta Bohdana Pniewskiego). Po prawej stronie ulicy imponujące powojenne kamienice tworzą równą pierzeję, długą aż po horyzont. Po lewej, góruje remontowany właśnie gmach Prudentialu (Hotelu Warszawa), który odzyskuje swoją przedwojenną, modernistyczną elewację. Stanowi on, wraz z budynkiem Poczty Głównej, relikt przedwojennej zabudowy z lat 30. Pomiędzy nimi wkomponowany został nowoczesny biurowiec Centrum Jasna. Wreszcie, skrzyżowanie z Marszałkowską, zaakcentowane jest punktowcem Ściany Wschodniej. Na dalszym odcinku dominuje zabudowa późniejsza, jednak i ona posiada niebanalną architekturę oraz, co rzadkie, wyrazistą linię zabudowy. Zwieńczeniem jest grupa wieżowców przy rondzie ONZ. Urbanistycznie więc ulica stanowi kompletne wnętrze a jej kompozycja jest całkiem spójna.
Tym, co określa potencjał śródmiejskiej ulicy jest mnogość funkcji, jakie może zapewnić przechodniom. I w tej kategorii Świętokrzyska prezentuje się całkiem przyzwoicie. Po północnej stronie na niemal całej długości partery budynków zajęte są przez lokale usługowe. Co więcej, nie są to wszechobecne ostatnio banki – ale przeróżne sklepy, kawiarnie i restauracje. I choć południowa pierzeja jest znacznie uboższa w funkcje (głównie ze względu na liczne gmachy o niedostępnych dla przechodniów parterach), to nie można powiedzieć, że na Świętokrzyskiej nie ma co robić.


KOMUNIKACJA

Na tym jednak pozytywy się kończyły. Trudno było bowiem powiedzieć coś dobrego na temat stanu przestrzeni publicznej czy sytuacji komunikacyjnej jaka panowała na Świętokrzyskiej przed remontem.
Przed zamknięciem ulicy na czas remontu kierowcy samochodów stali tu w ciągłym korku. Nawierzchnia, po której się poruszali, była jedną z najgorszych w mieście – ze względu na plany budowy metra omijały ją weekendowe remonty ulic prowadzone od kilku lat na głównych ciągach komunikacyjnych stolicy. Co gorsza, trudno było mówić o alternatywie w postaci transportu zbiorowego. Autobusy również tkwiły w korku, tracąc nawet 20 minut na pokonanie tego odcinka. Prędkość komunikacyjna wahała się w godzinach szczytu od 6 do 12 km/h, często więc lepiej było zdecydować się na dłuższy spacer niż korzystać z „dobrodziejstw” komunikacji miejskiej. Na dodatek, na całej długości ul. Świętokrzyskiej (1,5 km) były raptem 3 przystanki autobusowe. Takie zagęszczenie odpowiada raczej linii metra (która, notabene, również ma 3 stacje na tym odcinku), nie zaś komunikacji autobusowej w ścisłym centrum miasta, gdzie każdy przechodzień powinien mieć nie dalej niż 300 metrów do przystanku…
Wcale nie lepszą sytuację mieli rowerzyści. W warunkach miejskich ten środek transportu gwarantuje wyższą prędkość poruszania się samochód czy autobus. Tyle że kto spróbował rowerem przemierzyć Świętokrzyską, ten poczuł że nie jest to nic przyjemnego. Poruszanie się po dziurawej, falującej jezdni w korku i spalinach lub lawirowanie między parkującymi samochodami i tłumem pieszych – oba warianty prędzej czy później skończyć się mogły wypadkiem. A na Świętokrzyskiej drogi dla rowerów nie było…
Sytuacja pieszych była również nie do pozazdroszczenia. Szeroki na pierwszy rzut oka chodnik (miejscami nawet do 20 metrów od zabudowy do jezdni!) był dotąd przede wszystkim parkingiem. Gdzieniegdzie, między samochodami udało się wcisnąć budkę z jedzeniem czy ogródek knajpy. W efekcie setki ludzi wychodzących z metra, przeciskało się gęsiego przez dwumetrowy przesmyk między samochodami a ścianą budynku. Tam gdzie parkingu nie było, przejście utrudniały masywne betonowe słupki i krzywe chodniki. A gdzie miejscami robiło się szerzej, leżała tandetna kostka bauma – choć równa, to nie grzesząca estetyką.


ESTETYKA

Poruszać się po Świętokrzyskiej nie było więc łatwo. Niestety, oprócz problemów z przemieszczaniem się, humor psuła też tragiczna estetyka i opłakany stan przestrzeni publicznej. Do wspomnianych dziur i kolein na jezdni, wszechobecnego parkingu będącego kpiną z obowiązującego prawa oraz kostki bauma rodem z parkingów na przedmieściach dodać można jeszcze wiele grzechów. Szpaler drzew zasadzony kiedyś wzdłuż ulicy składał się miejscami z kilku samotnych kikutów. Reszta uschła, a młode drzewa na ich miejscu zostały rozjechane przez parkujących kierowców. Przeróżne instalacje próbujące ich powstrzymać, mogłyby stanowić zawartość obszernego albumu – liczba wzorów słupków, zapór, barierek jest oszałamiająca. Równie wiele było rodzajów skrzynek rewizyjnych: ich wspólną cechą było tylko permanentne pokrycie resztkami ulotek i reklam. Plakaty były zresztą wszechobecne – na latarniach, skrzynkach, nawet na słupkach Miejskiego Sytemu Informacji, chluby miasta, wokół której obowiązuje strefa wolna od reklam. Obrazu dopełniały rozkładające się tu i tam nielegalne kramy uliczne, sprzedające co się da z polowych łóżek czy bagażników samochodów. Handlarzy nie zniechęciło zwężenie chodników - potrafili blokować swoimi kramami nawet wąskie przesmyki. Jak wobec tego można było oczekiwać, że przeciętny warszawiak czy turysta da się przekonać, by nie tylko przejść Świętokrzyską, ale też spędzić na niej chwilę czasu, skorzystać ze sklepów, kawiarni czy po prostu usiąść na ławce?


GALERIA



Kontakt